sobota, 5 marca 2016

Zdrowo i Sportowo

Większość kojarzy sobie sport i zdrowie przede wszystkim z biegami i zadyszką. Muszę niestety obalić tą teorię, ponieważ zdrowo można również spędzić czas np. na spacerze...
Dzisiaj z moją koleżanką wybrałyśmy się na taki spacer tylko,że bardziej fit. Jakiś miesiąc temu zakupiłam na Allegro kijki Nordic Walking  za jedyne 11 zł od sztuki. Z tego względu, że brat również sobie zamówił za przesyłkę nie musiałam dużo płacić. Ale chyba mu się znudziły dlatego częściej niż on używa je moja koleżanka Monika.

Moja przygoda z kijkami rozpoczęła się całkiem przypadkiem. Nasz nauczyciel od wychowania fizycznego zorganizował wycieczkę nordic walking'ową. Kiedy szliśmy dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy na temat kijków. Okazało się, że podczas takich wypadów spalamy o 30% więcej kalorii niż przy zwykłych spacerach. Mi się to akurat bardzo przyda z tego względu, że mam mała nadwagę. Ale tak naprawdę nie to mnie najbardziej ciekawi w kijkach.

Podczas takich spacerów można się natknąć na wiele przygód i pięknych krajobrazów. Myślę, że to jest jedna z największych atrakcji całej wyprawy. Nie myśli się wtedy o problemach, kłopotach, tylko odizolowuje się od świata oddając się pięknie przyrody.

Gdy po raz pierwszy szłam na kijki - była to trasa do kamienia w Sokolnikach- zrozumiałam, że muszę to robić częściej. Piękne krajobrazy otaczały nas z każdej strony, a my wpatrzeni w nie, nie czuliśmy nawet zmęczenia. Moim zdaniem ta pora, o której szliśmy była idealna ( mówię tu o przedpołudniu lub ranku), ponieważ światło słonecznie ślicznie podkreśla piękno otoczenia. Jeszcze nigdy nie szłam wieczorem, ale mogę się założyć, że o zachodzie słońca jeszcze ładniej wygląda.

Drugi raz przemierzaliśmy trasę wokół Głęboczka w Mielnie. Również nie mogliśmy się napatrzeć, lecz tylko jedna rzecz mnie irytowała -śmieci. Jak zresztą do tej pory. Za każdym razem, gdy idziemy, a widzę, że ktoś sobie urządził wysypisko śmieci mam ochotę go udusić. Mimo to najbardziej humor poprawiła mi legenda o jeziorze Utrata w Mielnie. Oto ona...  

W miejscu zwanym dzisiaj Utrata, na wzgórzu za wsią przed wiekami stał kościół. Proboszczem był wielce pobożny i życzliwy ludziom kapłan. Co niedzielę, na eucharystię do świątyni przychodziły rzesze wiernych. Jednakże nastały czas, gdy ludzie zaczęli odwracać się od Pana Boga. Czas zamiast w kościele woleli spędzać na hulankach i swawoli w sąsiadującej z kościołem, karczmie. Proboszcz, jak tylko potrafił, starał się wiernych odciągać od tych niedzielnych uciech i zachęcał do udziału w mszy świętej. Bez skutku. Z niedzieli na niedzielę, coraz mniej osób nawiedzało Dom Boży.

Ksiądz pogodził się już z faktem, że na mszy świętej jest coraz mniej wiernych. Do czasu... Pewnej niedzieli, gdy nastał czas mszy świętej, ksiądz wychodząc na eucharystię zobaczył w kościele tylko jedną osobę... Malutką, ubraną w białą sukienkę dziewczynkę. Wszyscy pozostali parafianie ucztowali w karczmie. Wzburzyło to bardzo pobożnego kapłana i zwrócił się on z prośbą do Pana Boga, by ukarał bezbożnych mieszkańców wsi. Stwórca wysłuchał kapłana i ukarał wieś, zalewając ją wodą... I tak - wedle ludzkich podań - powstało miejsce zwane dzisiaj jeziorem Utratą.

Miejscowa ludność opowiada, że dzisiaj, gdy znajdziemy się w okolicach tego leśnego akwenu, widocznego z drogi prowadzącej z Popowa Podleśnego do Mielna, na skrzyżowaniu z drogą na Dziadkowo, można spotkać postać malutkiej dziewczynki w białej sukience... I słychać bicie kościelnych dzwonów. Ponadto niektórzy twierdzą, iż miejsce to jest przeklęte..

Wedle ludzkich podań koniec historii z jeziorem Utrata nastąpi wówczas, gdy urodzi się niewinne dziecko i zjawi się ono w okolicach tego jeziorka, wówczas ma pojawić się wąż, który w pysku będzie trzymał klucz. I jeśli dziecko weźmie ten klucz, wówczas kościół powróci...

 Obmyślamy już plany na temat tego, aby się udać pewnej nocy nad to jezioro i naprawdę usłyszeć bicie tych dzwonów. Naprawdę polecam serdecznie takie wyprawy, bo po pierwsze można się dowiedzieć wiele ciekawych rzeczy (tym bardziej, że z nami chodzi taki pan co wszystko wie.) i po drugie ... oddać się bez reszty przyrodzie.

Trzeci raz i ostatni raz z panem poszliśmy do Łopienna. Miejsce największych zbiorów cmentarzysk. Hah.. Prawie co 10 metrów mijaliśmy groby żołnierzy lub figury. Z tego względu, że mieszkam niedaleko Łopienna nie było to dla mnie nic nowego. Potem już bez pana kilka razy szłam tą trasą albo z bratem albo z Moniką.

Tydzień temu z Moniką byłam również w Łopiennie, ale obraliśmy trochę inną trasę. Szliśmy wzdłuż jeziora i było super. Widzieliśmy dzięcioła i inne ptaszki, ale najbardziej zapadł nam w pamięć... lód! Zatrzymując się na chwilę na plaży usłyszałyśmy jakieś szelesty w trzcinie dlatego poszłyśmy w tamtą stronę. Byłyśmy pewne że to jakieś zwierzę się zaplątało i nie może się wydostać.Okazało się, żę to.. Lód łamiący sie pod wpływem wiatru. To chyba było najbardziej załamujące widowisko.

Dzisiaj dla odmiany wybraliśmy się nad Dobiejewo. Kolejny raz szliśmy szlakiem jeziora. Widoki również bardzo zachwycały, ale nie spotkały nas jakieś nadzwyczajne przygody...

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić was do wycieczek nordic walking'owych. To bardzo fajny sposób na zdrowe spędzenie czasu. Niektórzy ludzie uważają , że tylko takie "babcie" chodzą na kijki, a to wcale nieprawda. Tak naprawdę to jeżeli nic nie robimy do czterdziestki, a potem przypominamy sobie, że czas zacząć dbać o zdrowie to nic nam to nie da. Trzeba już pracować od najmłodszych lat. To jedna z  podstawowych zasad zdrowego trybu życia.

Powodzenia :)
Anielka <3




















    


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz