środa, 10 sierpnia 2016

"Lecę tam" Kasia Popowska

Wiecie już, że moją pasją jest muzyka... I nie zamierzam tego zmieniać. Wiecie też, że lubię nie tylko grac na gitarze, ale także śpiewać. Nie jestem zawodową wokalistką, ale jeżeli chcielibyście usłyszeć mój śpiew to proszę bardzo.

Wybrałam piosenkę Kasi Popowskiej, ponieważ od samego początku, gdy "wdarła" się na naszą polską scenę muzyczną, zaintrygowała mnie swoim głosem i swobodą śpiewania. Nie tylko ma talent, ale także potrafi być w stu procentach sobą. To mi się chyba w niej najbardziej podoba ze względu na to, że sama często nie potrafię taka być... a bardzo bym chciała.

Moją ulubioną jej piosenką jest "Graj"... , ale dlatego, że jest tak piękna i tylko sama Kasia potrafi ją jak najlepiej zinterpretować swoim głosem, nie zamierzam nawet próbować jej wykonywać... Mam ogromny szacunek do dobrze skomponowanych piosenek. Jeżeli wiem, że moje możliwości nie są na tyle dobre, aby nie "zepsuć" utworu, nie staram się na siłę go zaśpiewać. Natomiast wiem, że wiele piosenek bardzo dobrze mi wychodzi. Jedną z nich jest "Lecę tam". Równie piękna piosenka, lecz dzięki swojej prostocie dobrze się ją śpiewa.

Ale... no właśnie. Zawsze jest jakieś "ale". Nie jestem jakąś profesjonalną piosenkarką.Zawsze zdarzają mi się jakieś błędy i nawet, gdy się bardzo staram, rzadko kiedy uchodzi bez fałszu. Jeżeli macie jakieś uwagi, proszę... Macie wolną rękę. Wszystko przyjmę z pokorą. A teraz zapraszam do przesłuchania.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Powrót na całego :D I spełnienie obietnicy :*

Witam was serdecznie po prawie 3-miesięcznej przerwie. Przepraszam za to, że musieliście tak długo czekać, ale : po pierwsze byłam totalnie zawalona nauką, po drugie musiałam rozwiązać wszystkie problemy, które zdążyłam sobie nagromadzić, po trzecie byłam tak zrezygnowana życiem, że nie nie miałam zielonego pojęcia o czym pisać. jeszcze raz was bardzo przepraszam i mam nadzieję, że wynagrodzę wam to nowym postem, a mianowicie moją obietnicą w sprawie pokoju.

Ja sobie powiedziałam, tak zrobiłam. Tatuś wyremontował nam pokój (mnie i mojemu bratu, bo mamy razem) i teraz mam cudowny kącik muzyczny.. Może nie jest taki jaki sobie wymarzyłam, ale .. Hah.. Jest jeszcze lepszy. Lecz wraz z remontem potowarzyszyły nam też niezłe akcje.

Plan był taki, tata tworzy wnękę w ścianie, my wybieramy kolor, tata maluje, my dekorujemy. Niby proste, ale jednocześnie niesamowicie skomplikowane. Okey, tata ocieplił ścianę, od której strasznie było czuć wilgoć. Następnie pojechaliśmy do sklepu i tu się zaczęły schody... Przed nami stanął ogromny wybór kolorów. To było po prostu niezwykłe, ile może być rodzai odcieni. Tylko, że nie to było najgorsze... Mamie podobał się kawowy brąz, bratu-zielone kiwi, a mnie- zielone wzgórze. Zaczęła się wielka kłótnia, ale na szczęście wszystko poszło po mojej myśli i udało mi się wynegocjować mój kolor. Mogliśmy zacząć malować. Kupiliśmy specjalną taśmę, dzięki której mogliśmy zostawić na ścianie ciekawe wzory. Tak były gotowe ściany.

Przyszła pora na wnętrze wnęki, która została biała. Niestety trochę to potrwało zanim doprosiłam się tatusia, żeby zrobił mi półki z moich starych gitar, ale w końcu udało mu się to. Pięknie wyciąć przednie części moich staruszków, stworzył półeczkę, na których potem postawiłam zdjęcia. Przed powieszenie pomalował je od środka jeszcze złotym i czarnym sprayem (który pozostał jeszcze od malowania statywu)

Mój brat również chciał mieć coś swojego, dlatego postanowiliśmy, że zrobimy dla niego "wieszak" na medale. Znaleźliśmy jakiś stary kij od miotły, popsikaliśmy go złotym sprayem (tak jak moje gitary) i powiesiliśmy we wnęce. Super to wyglądało, ale tacie coś jeszcze brakowało...

Na Boże Ciało wyjechaliśmy do rodziny. Zaczęła się rozmowa o remoncie. I nagle wuja podsunął pomysł, że mógłby nam tanio zamówić ledy! No to tata był cały w skowronkach... oczywiście my też! A jakże inaczej!? Jeszcze tego samego dnia światełka zostały zamówione. Pozostało tylko czekać... i czekać.... i czekać.... i czekać... Aż minęły całe okrąglutkie 2 miesiące, w których ciągle zastanawialiśmy się, czy kiedyś jeszcze będziemy mieli ten miły nastrój w pokoju. Odpuściliśmy sobie. Mimo tego, że pieniądze były wpłacone, daliśmy sobie spokój z próbą odzyskania ich. To było tylko 40zł. Nie zbiednielibyśmy od tego. Ale pewnego dnia do naszych drzwi zapukał kurier. To zaskoczenie w mamy oczach! Nie zapomniane! No i mieliśmy swoje ledy... Teraz tylko założenie i już jest.

No i tak to właśnie wyglądało. Teraz możemy spokojnie się rozleniwiać przy miłym nastoju, no i przede wszystkim nie czuć już nigdzie w pokoju wilgocią, której nienawidziliśmy. Nie wstydzę się zapraszać koleżanki i kolegów i mam swój cudowny kącik...

Buziaczki :*
Wasza Anielka ;)