poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Powrót na całego :D I spełnienie obietnicy :*

Witam was serdecznie po prawie 3-miesięcznej przerwie. Przepraszam za to, że musieliście tak długo czekać, ale : po pierwsze byłam totalnie zawalona nauką, po drugie musiałam rozwiązać wszystkie problemy, które zdążyłam sobie nagromadzić, po trzecie byłam tak zrezygnowana życiem, że nie nie miałam zielonego pojęcia o czym pisać. jeszcze raz was bardzo przepraszam i mam nadzieję, że wynagrodzę wam to nowym postem, a mianowicie moją obietnicą w sprawie pokoju.

Ja sobie powiedziałam, tak zrobiłam. Tatuś wyremontował nam pokój (mnie i mojemu bratu, bo mamy razem) i teraz mam cudowny kącik muzyczny.. Może nie jest taki jaki sobie wymarzyłam, ale .. Hah.. Jest jeszcze lepszy. Lecz wraz z remontem potowarzyszyły nam też niezłe akcje.

Plan był taki, tata tworzy wnękę w ścianie, my wybieramy kolor, tata maluje, my dekorujemy. Niby proste, ale jednocześnie niesamowicie skomplikowane. Okey, tata ocieplił ścianę, od której strasznie było czuć wilgoć. Następnie pojechaliśmy do sklepu i tu się zaczęły schody... Przed nami stanął ogromny wybór kolorów. To było po prostu niezwykłe, ile może być rodzai odcieni. Tylko, że nie to było najgorsze... Mamie podobał się kawowy brąz, bratu-zielone kiwi, a mnie- zielone wzgórze. Zaczęła się wielka kłótnia, ale na szczęście wszystko poszło po mojej myśli i udało mi się wynegocjować mój kolor. Mogliśmy zacząć malować. Kupiliśmy specjalną taśmę, dzięki której mogliśmy zostawić na ścianie ciekawe wzory. Tak były gotowe ściany.

Przyszła pora na wnętrze wnęki, która została biała. Niestety trochę to potrwało zanim doprosiłam się tatusia, żeby zrobił mi półki z moich starych gitar, ale w końcu udało mu się to. Pięknie wyciąć przednie części moich staruszków, stworzył półeczkę, na których potem postawiłam zdjęcia. Przed powieszenie pomalował je od środka jeszcze złotym i czarnym sprayem (który pozostał jeszcze od malowania statywu)

Mój brat również chciał mieć coś swojego, dlatego postanowiliśmy, że zrobimy dla niego "wieszak" na medale. Znaleźliśmy jakiś stary kij od miotły, popsikaliśmy go złotym sprayem (tak jak moje gitary) i powiesiliśmy we wnęce. Super to wyglądało, ale tacie coś jeszcze brakowało...

Na Boże Ciało wyjechaliśmy do rodziny. Zaczęła się rozmowa o remoncie. I nagle wuja podsunął pomysł, że mógłby nam tanio zamówić ledy! No to tata był cały w skowronkach... oczywiście my też! A jakże inaczej!? Jeszcze tego samego dnia światełka zostały zamówione. Pozostało tylko czekać... i czekać.... i czekać.... i czekać... Aż minęły całe okrąglutkie 2 miesiące, w których ciągle zastanawialiśmy się, czy kiedyś jeszcze będziemy mieli ten miły nastrój w pokoju. Odpuściliśmy sobie. Mimo tego, że pieniądze były wpłacone, daliśmy sobie spokój z próbą odzyskania ich. To było tylko 40zł. Nie zbiednielibyśmy od tego. Ale pewnego dnia do naszych drzwi zapukał kurier. To zaskoczenie w mamy oczach! Nie zapomniane! No i mieliśmy swoje ledy... Teraz tylko założenie i już jest.

No i tak to właśnie wyglądało. Teraz możemy spokojnie się rozleniwiać przy miłym nastoju, no i przede wszystkim nie czuć już nigdzie w pokoju wilgocią, której nienawidziliśmy. Nie wstydzę się zapraszać koleżanki i kolegów i mam swój cudowny kącik...

Buziaczki :*
Wasza Anielka ;)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz