czwartek, 3 marca 2016

Moja siedmioletnia miłość

W tym poście chciałabym wam przedstawić mojego siedmioletniego partnera.. Oto Muzyka! Hah... To jest najprawdopodobniej miłość na całe życie, ale nie wiem jeszcze czy jacyś kochankowie się nie znajdą po drodze...
Mam mnóstwo pasji, ale najbardziej kocham muzykę. Śpiewam w szkole, czasem w kościele, gdy nie ma psalmistki (oprócz tego czytam), gram na gitarze i nie wyobrażam sobie wiązać swojej przyszłości bez muzyki.

 Pierwszą swoją gitarę dostałam w połowie drugiej klasy podstawówki. Byłam strasznie zazdrosna, że inne koleżanki grają, chodzą na kółka muzyczne, a ja nie, więc na święta pod choinką znalazłam piękną czerwoną gitarę klasyczną. (Rodzice nie mogli już tego zcierpieć, że tak im wiercę dziurę w brzuchu.) A wiec od razu po przerwie świątecznej zabrałam się do nauki. Powiem szczerze-była to gitara z Allegro, nie pamiętam teraz z jakiej firmy, w każdym razie kosztowała około 120 zł. Jeżeli chodzi o początkujących serdecznie polecam, ponieważ po pierwsze nie wyrzuca się dużej ilości pieniędzy w błoto, a jeżeli nie złapiesz bakcyla to przecież zawsze możesz ją sprzedać, po drugie struny gitary klasycznej są nylonowe tak więc palce tak bardzo nie bolą jak przy akustycznej, która ma wszystkie metalowe (ale i tak na początku strasznie paluszki bolą, mówię z własnego doświadczenia, ciągle tylko pęcherze i obtarcia, ale spokojnie... da się do tego przyzwyczaić :) ), po trzecie gitary 3/4 (a ja właśnie taką miałam) są małe więc łatwo je "objąć" i na niej grać.

Moja nauka gry rozpoczęła się od podstawowych chwytów E-dur, A-dur, D-dur, C-dur, G-dur, E-mol, A-mol i D-mol. Trochę było ciężko się nauczyć. Miałam wiele chwil zawahania, czasem nawet płakałam. Najbardziej trudnymi chwytami były dla mnie C-dur i G-dur. Miałam wtedy małe paluszki i trudno mi było je tak rozłożyć. Hah..

Po przepracowanych piosenkach z podstawowymi chwytami niestety pora była na zmianę gitary. Po czterech latach coś zaczęło się dziać ze strunami. W lato między piątą a szóstą klasą znów na Allegro zamówiłam kolejną. Ale tym razem chciałam 4/4, bo uważałam że już na tyle umiem, że pora na trochę większą. Okazało się jednak, że nie do końca przeczytałam  opis (mój błąd) i przysłali mi jasną gitarę 3/4 :P. Służyła mi 2 lata, a w tym czasie nauczyłam się jeszcze ciekawszych rzeczy...

Oprócz bicia na 1 i 2, poznałam bicie na 3 i 4. Trochę bardziej skomplikowane, ale super brzmi. Z czasem nauczyłam się tworzyć własne bicia, ale zazwyczaj są oparte właśnie na tych. Jeżeli ktoś nie wie co to bicie, to już tłumacze. Jest to jakość, ilość, kierunek w jaki uderzamy( "bijemy") w  strunę palcami bądź kostką. Ja osobiście wolę palcami, bo nie podoba mi się dźwięk wydawany piórkiem. W szóstej klasie mój nauczyciel chciał mnie nauczyć chwytów barowych, czyli takich gdzie tworzymy tzw. poprzeczkę (przyciskamy wszystkie struny jednym palcem). Jednak nie wiedziałam wtedy, że istnieje kapodaster. Z resztą, nawet teraz kiedy wiem i tak go nie posiadam. W sumie dopiero teraz mi się przypomniało o nim. Ale wracając do chwytów barowych. Cały czas się wymigiwałam od nauki tych akordów, ponieważ były mega trudne! Za Chiny nie potrafiłam przycisnąć palców tak mocno, aby uzyskać czysty dźwięk. Byłam pewna, ze się nigdy nie nauczę i powiedziałam to panu wprost. Nie miałam zamiaru się tego uczyć..

Ale jak to ja rok później chciałam zagrać wiele różnych fajnych piosenek. Tylko, że był jeden problem. Każda z nich miała w sobie chwyty barowe. Byłam załamana ale postanowiłam się podnieść i poprawić koronę. Poszłam do nauczyciela i powiedziałam, ze jednak zmieniłam zdanie na temat chwytów barowych. Nikt nie zrozumie kobiety. Mieliśmy akurat adwent i ćwiczyliśmy kolędy. Więc poprosiłam pana, aby mi zmienił chwyty zwykłe na barowe w kolędach. Było bardzo ciężko, ale nie tak trudno jak na początku. Widocznie musiały mi się zmienić palce po tym roku. Ale to nawet lepiej. W tym czasie opanowałam H-dur, H-mol, F-dur, F-mol  i G-mol. Byłam z siebie dość zadowolona. Chociaż i tak uważałam, że mogłoby być lepiej...

Na gwiazdę w pierwszej gimnazjum dostałam kolejną gitarę. Tym razem... elektryczną!( Taką jaka jest na zdjęciu.) Tym razem również będę szczera. Kupiłam ją w Lidlu. I powiem szczerze, że jestem całkiem zadowolona. Działa do dzisiaj oprócz tego, że raz trochę mocniej szarpnęłam i struna mi poszła :D ale szybko ją naprawiłam i działa super. Razem z nią był wzmacniacz, pasek do gitary i stroik. Oprócz tego jak zwykle z każdą gitarą książka z podstawowymi informacjami. Jednak moim zdaniem, taka gitara pasuje przede wszystkim do zespołu rockowego, a nie do solowych występów w domu... Dlatego na początek i tak polecam klasyka.

Kolejną moją gitarą był mój obecny akustyk, którego mam od gwiazdki. Gra się na mim cudownie. Melodia śliczna choć troszkę struny piszczą jak w każdej akustycznej gitarze. Ma wąski gryf dlatego nie muszę jakoś specjalnie wyginać palców. Myślę, że moja pierwsza i ta ostatnia gitara były najlepszymi jakie miałam. :)

Przez jakiś czas miałam przerwę w nauce gry na instrumencie, a przeszłam na śpiew. Od dawna chciałam dostać prawdziwy mikrofon. Pamiętam jak byłam mała i poprosiłam mamę o mikrofon, dostałam zabawkowy... To nie było dla mnie śmieszne. Przed świętami byliśmy w sklepie muzycznym, aby zakupić ten prawdziwy mikrofon. Byłam załamana gdy facet powiedział, że najpierw muszę kupić mikser, aby mój mikrofon działał. No okey. Całe 200 zł, które było przeznaczone na moje marzenie, poszło na mikser. Ale właśnie niedawno bo po nowym roku poszukałam na olx używany mikrofon całkiem niedaleko mnie i to za 40zł! Podobno jako nowy kosztował 160zł, ale mimo tego, że nie wierze we wszystko co słyszę tego akurat jestem pewna, bo działa świetnie. Dźwięk jak najbardziej na tak, a wygląd również dobry oprócz tego, że nie widać nazwy firmy. Moje marzenie w końcu się spełnia...

Jednak po kilku dniach coś się zaczęło dziać z kablem. Nie chciał się łączyć i postanowiliśmy, że wymienimy go na nowy. Taki kabel kosztował 30 zł, więc bardzo byśmy nie ucierpieli. Pojechaliśmy do pamiętnego sklepu muzycznego. Ten sam pan jednak oznajmił, że jednak z mikrofonem coś jest nie tak i, że lepiej kupić nowy cały sprzęt. Już zamierzałam wyjść ze sklepu, kiedy mama powiedziała "Bierzemy." Myślałam, że zwariowała, ale okey. Uściskałam ją mocno i podziękowałam. W końcu wydała na mnie kolejne 120 zł.

Kilka dni później okazało się, że mój ukochany tatuś naprawił mi mikrofon i od tej pory mam, aż dwa. Z tym, że obiecałam bratu, że mu jeden będę pożyczać :). Teraz tylko do pełnego szczęścia brakował mi statyw, którego bardzo pragnęłam. Szukałam w internecie, w sklepach muzycznych, ale jednak były za ponad stówę. Akurat statyw nie musiał być pierwszej jakości, ale nie będę przecież wydawać stówy za kawałek metalu. Pojechałam do mojego wujka, który ma zespół i zapytałam czy nie ma czasem jakiego statywu na zbyciu. Okazało się, że ma, ale był... no nie będę ukrywać... lekko zniszczony. Był brudny, okurzony, schodziła z niego farba. Ale nic się nie stało. Pojechałam z tatą do Mrówki, kupiłam czarny spray, a tatuś wyczyścił i pomalował ładnie statyw. Efekt jest super. Jak zresztą widać na zdjęciach. No właśnie a
propos zdjęć. Chcę żebyście wiedzieli, że na niektórych się wygłupiałam i nie chciałabym żałosnych hejtów. Z góry dziękuję. Wracając do statywu. Z mikrofonem super sie teraz komponuję, a na lato planuję zrobić w pokoju taki  mały kącik muzyczny. Radzę obserwować bloga, jeżeli chcecie go zobaczyć! :).

Tak więc na tym chyba skończę moją historię muzyczną. Co warto wiedzieć z tego posta? Że nie zawsze trzeba wierzyć we wszystko co mówi nam "doświadczony" pan ze sklepu, a czasem zaufać zwykłej osobie, która chce przekazać ci samą szczerą prawdę. Mimo tego, że mam teraz dwa mikrofony, sklep zdążył mnie obrobić ze 320 zł. A tak naprawdę nie potrzebowałam tego miksera, bo gdy podłączę do wzmacniacza również działa. Tylko trzeba pamiętać, że to wzmacniacz do gitary. Oryginalny do mikrofonu daje o wiele lepszy efekt.

Mam nadzięję, że wam się podobała moja historyjka. Życzę powodzenia w spełnianiu marzeń, bo pamiętajcie :Nadzieja zawsze umiera ostatnia. <3

Do zobaczenia,
Wasza Anielka :*









1 komentarz: